Friday, 22 November 2013

Drożdżowe ślimaki z serem, rodzynkami i lukrem

Drożdżowe ślimaki z serem, rodzynkami
i lukrem z sokiem z pomarańczy


Nigdy szalenie nie przepadałem za wypiekami drożdżowymi, bo zawsze kojarzyły mi się z wyschniętym kawałkiem ciasta, który właśnie tak wygląda w chlebaku na drugi dzień. Jednak tego typu bułeczkom, czy jakimkolwiek wypiekom z udziałem drożdży, opędzić jest się mi trudno. Kiedy zacząłem sam piec i w moje ręce trafiła receptura z ciastem drożdżowym, a koniecznie chciałem ją odtworzyć, wpadłem na pomysł dlaczego by nie zrobić tego po mojemu, czyli zaradzić aby ciasto nie wysychało, długo było mokre i wilgotne. W sezonie kiedy śliwek mamy pod dostatkiem, chętnie po nie sięgam ( http://www.recipesandstories.pl/2013/08/drozdzowe-bueczki-ze-sliwkami-i.html), z jagodami i truskawkami jeszcze nie piekłem, ale na pewno przymierze się do tego w przyszłym roku!

Dzisiaj upiekłem ślimaczki, potocznie mówiąc, oczywiście, bo jest to zrolowany ogroooomny drożdżowy prostokąt, pokrojony na krążki. Wewnątrz widać charakterystyczny wzór, taki jak występuje na skorupce ślimaka, toteż stąd nazwa. W środku, oczywiście jako farsz wystąpił twaróg ze świeżo startą, skórką pomarańczową, co okazało się strzałem w dziesiątkę, aby tego typu farsze, doprawiać świeżymi cytrusami. Polewę stanowił lukier z dodatkiem rodzynek, przygotowany na bazie wyciskanego soku z pomarańczy, co fajnie dopełniało serowy wypełniacz. 

Jak zapewne zauważycie, połowa ślimaczków, jest z rodzynkami inna bez, a dlatego, bo nie każdy z moich domowników je lubi. Smarując już upieczonego bułeczki lukrem, omijałem rodzynki i polewałem je lśniącą polewą. Oczywiście jeśli nie macie takiego problemu, możecie też dodatkową ilość rodzynek dodać do masy twarogowej. Śmiało!

Składniki:

Na ciasto drożdżowe:

- 375 gramów mąki pszennej
- 15 g świeżych drożdży
- 125 ml ciepłego mleka
- 1 łyżeczka cukru
- 1 całe jajko
- 1/2 szklanki białego cukru
- 1/4 kostki miękkiego masła
- duża szczypta soli

Na masę serową:

- 400 g twarogu 
- 4 łyżki cukru pudru
- skórka otarta z jednej pomarańczy
- 1 żółtko
- 3 łyżki mleka
- 1 duża łyżka masła
* opcjonalnie garść sparzonych we wrzącej wodzie rodzynek 

Dodatkowo:

- 1 całe jajko lub pół szklanki mleka do posmarowania bułek przed pieczenia
- pół szklanki mleka do posmarowania po pieczeniu

Przygotowanie:

Jak to przy drożdżowym, wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.


Mąkę przesiewam dokładnie do miski, mleko podgrzewam jeśli było wcześniej wyjęte z lodówki. Mleko nie może być gorące ( ! ) .


Drożdże kruszę do miseczki i zasypuję łyżeczką cukru.


Drożdże łączę z cukrem, można łyżką lub widelcem, ale robiąc to opuszkami palców idzie to szybciej.
Kiedy drożdże się rozpuszczą, przygotowuję mleko.


Trzy łyżki mleka wlewam do przyszłego zaczynu, można zrobić to na oko, byle by lać powoli i nie przedobrzyć z płynem. Następnie lekko mieszam i dodaję resztę mleka. Po połączeniu odstawiam w ciepłe miejsce, aby drożdże ruszyły.


Jajka łączę z cukrem na puszysty kogel.


Zaczyn urósł po brzegi i właśnie on zwiastuje nam przyszłość naszego ciasta, bo jeśli nie zmieni swojej objętości, to jest ryzyko powstania zakalca.


Do mąki wlewam jajka z cukrem.


Dodaję zaczyn i masło.


Wygniatam ciasto w miarę szybko, aż wszystkie składniki się połączą.


Wyrobione ciasto przekładam do miski wysmarowanej tłuszczem, aby potem łatwo było je wyjąć.


Składniki na masę twarogową przygotowuje, aby były pod ręką. Ja do dokładnego połączenia wykorzystam, wszechobecny w mojej kuchni blender. Jeśli takiego sprzętu nie macie, użyjcie zwykłego widelca. 


Twaróg kruszę z pomocą widelca, naciskając na jego powierzchnię. Robię to po to, aby blenderować całość pulsacyjnie i niedługo. Chcę, aby grudki twarogu były wyczuwalne, a nie, żeby powstała gładka pasta.


Do naczynia blendera dodaje twaróg, żółtko i miękkie masło.


Dodaję startą skórkę z pomarańczy, cukier puder, mleko i wrzątek. Dokładnie blenderuję całość, pulsacyjnie. Minimum 15 sekund.


Masę przekładam do miski, gdzie będzie czekała na swoją kolej.


Wyrośnięte ciasto przekładam na stolnice, spłaszczam.


Rozwałkowuję ciasto na duży prostokąt. Szerokość minimum 30 - 35 cm, długość do 45 cm.


Po powierzchni rozsmarowuje masę serową.


Zwijam dość ściśle ciasto w rulon i ostrym nożem dzielę na ok. 3 cm krążki.



Ślimaki układam na papierze do pieczenia, lekko wysmarowanym masłem.
Odstawiam na 15 w ciepłe miejsce do lekkiego wyrośnięcia.


Z podanej porcji uzyskam dwie pełne blachy, więc ślimaki z jednej z nich obkładam rodzynkami, utykając między wolne miejsca.

Tak przygotowane, smaruję rozkłóconym jajkiem lub mlekiem i wstawiam do piecyka nagrzanego do 180 stopni i piekę około 30 minut.


Upieczone smaruję mlekiem, przykrywam ścierką i odstawiam na kilkanaście minut.


Przestudzone polewam lukrem. Odstawiam, aby zastygł i od razu podaję.



Wednesday, 20 November 2013

Krem z pieczonej papryki

Krem z pieczonej czerwonej papryki
ze złocistymi grzankami




Jeśli piekliście kiedyś czerwoną paprykę lub poddawaliście ją dłuższej obróbce termicznej, mogliście zauważyć, że w smaku wydawała się przyjemnie słodka i delikatna, zupełnie odbiegała od tej żywej. Gdyby tak upiec jej większą ilość, ułożyć na blasze również pomidory i koniecznie kilka ząbków czosnku, to można by przygotować zupę, która na pewno zachwyci smakiem stołowników. Jedyne co może Was przerazić to obieranie papryki, bo po pierwsze pewnie zastanawiać może, jak chcę ją podać - przecież trzeba ją jakoś obrać. Podczas pieczenie papryka mięknie, uwalnia soki, która wnikają w skórkę i praktycznie po delikatnym przeciągnięciu palcem po powierzchni warzywa, samoistnie schodzi. 

W moim domu nikt nie przepada za zupą typu krem, bo mogą sugerować się, że podobnie wyglądała zupka dla niemowląt, którą podawali mi kilkanaście lat temu i było to na tyle monotonne, że nie mogą teraz na nią patrzeć. Ale na szczęście spróbować i ocenić zawsze można. 

Zupy pod taką postacią, trzeba koniecznie dobrze przyprawić, bo w przeciwnym razie są mdłe i odczuwamy wrażenie, że czegoś im brakuje. Pamiętajmy również o węglowodanowych dodatkach, co przysporzy nam poczucie sytości na dłużej. Dobrze odnajdują się tutaj grzanki, groszek ptysiowy, a nawet ziemniaczane puree. 

Składniki:
- 6 - 8 średniej wielkości papryk
- 2 pomidory
- 5 dużych ząbków czosnku
- 1 duża cebula
- kilka gałązek świeżego tymianku, około 1 łyżeczki
- 1,5 litra bulionu warzywnego ( może być wcześniej przez nas zamrożony lub taki z kostki )
- 1 łyżeczka słodkiej czerwonej papryki
- sól, pierz do smaku
- 1 kopiasta łyżeczka białego cukru
- 1 kopiasta łyżeczka suszonego oregano
- oliwa
*opcjonalnie suszona papryczka chili

Do pieczonych bułek:
- 2 bułki pełnoziarniste
- masło do posmarowania pieczywa
* opcjonalnie ser żółty

Przygotowanie:

Zaczynam od dokładnego umycia papryk i pomidorów, czosnek obieram.


Jeśli chcecie do bulionu można dodać suszoną papryczkę chili. Papryki i pomidory przekrawam na pół.


Formę, w której będę piekł warzywa wykładam papierem do pieczenia i smaruję grubą warstwą oliwy. Paprykę i pomidory przyprawiam dużą szczyptą soli i układam skórą do góry. Piekę około 40 minut w 180 stopniach.




Cebulę kroję w pół talarki.












Po upieczeniu od razu przekładam na deskę i ściągam skórkę z warzyw.




 Upieczony czosnek jest bardzo delikatny i miękki, więc nie muszę go siekać.



Na patelni rozgrzewam olej i szklę na nim cebulę. Dodaję słodką paprykę i na małym ogniu zasmażam ją.



Warzywa siekam.



Przekładam razem z czosnkiem do garnka i dodaję tymianek.



Bułki przekrawam na pół smaruję masłem i opcjonalnie układam plasterki żółtego sera.



Do zupy wlewam bulion, przykrywam i gotuję około 20 minut pod przykryciem i kolejne 20 bez, tak aby zbędny płyn wyparował, a po zmiksowaniu zupa miała dobrą konsystencję.

Pod koniec redukowania sosu bułki wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piekę około 8 - 10 minut.


Kiedy zupa się już ugotuję dodaję sól, pieprz, oregano i cukier.


Blenderem miksuję zupę na krem.



Zupę przelewam do miski, na wierzchu układam grzanki i dekoruję bazylią.


...

A na drugi dzień...
W garnku zostały ok. 3 szklanki zupy. Mając tak esencjonalny wywar, grzechem byłoby wylać go do zlewu lub nie wykorzystać. Także, korzystając z okazji, że akurat kotletów mielonych na obiad było aż nadto, przekładam kilka z nich do gotującego się na wolnym ogniu kremu i podgrzewam do 20 minut.

Nie ma czego się bać, ponieważ krem był przygotowywany na sposób wytrawny, więc dobrze spełni tutaj funkcję sosu. Nie trzeba go zbyt długo redukować ani przyprawiać, a poza tym, przez noc stania w lodówce zdążył się już dobrze przegryźć i nabrać lepszego smaku.


Monday, 18 November 2013

Lukier dobry do każdego wypieku

Lukier na bazie soku z pomarańczy
rodzynek i mleka



Nie wiem czy duży kłopot sprawia Wam przygotowywanie lukru, ale mi z początku nie wychodził zawsze idealnie gładki i lśniący. Zdarzało się, że był zbyt płynny, czasem nawet zbyt gęsty, miał dużo grudek, bo cukier, nie został dobrze przesiany. Także metodą prób i błędów, udało mi się pozyskać przepis na całkiem dobry lukier, na bazie świeżo wyciskanego soku z pomarańczy, a dodanie rodzynek, zdecydowanie wyróżnia go, bo jedząc, np. drożdżówki, osiada razem z cukrem na bułeczce.

Składniki:
- 3/4 szklanki dobrze przesianego cukru pudru
- sok z jednej pomarańczy
- 1 łyżka mleka
- 1 łyżka wrzącej wody
- 3 łyżki rodzynek nasączonych w gorącej wodzie

Przygotowanie:

Rodzynki przekładam do szklanki i zalewam wrzątkiem, tak aby woda przykryła je cienką warstwą. Odstawiam na 15 minut.


Cukier przesypuję do miski, wyciskam sok z pomarańczy i lekko mieszam. 


Wlewam mleko i wodę, mieszam szybko rozcierając cukier po ściankach naczynia, do uzyskania takiej konsystencji. 


Rodzynki odcedzam, przepłukuję wodą i dodaję do lukru.


Lukrem dekoruję KAŻDY bez wyjątku, lekko przestudzony deser i odstawiam aby polewa zastygła. A na zdjęciu moje cuda, na które przepis opublikuję niebawem! 


Uwagi:
- do lukru, możecie dodać skórkę otartą, z całej pomarańczy